RSS
 

Milczenie złotem cz.1

05 lipca

Milczenie to potężne narzędzie manipulacyjne. Nie wypowiadając ani jednego słowa można bardzo wiele zdziałać np. wyprowadzić kogoś z równowagi, uwolnić się od niewygodnych pytań, zmusić do uległości czy wzbudzić ciekawość. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia i kontekst.
Milczenie może służyć manipulacji.
W powszechnej opinii istnieje przekonanie, że słowa mają ogromną moc. Za ich pomocą niektórzy ludzie lepiej odnajdują się w społecznej rzeczywistości. Doskonale radzą sobie w relacjach interpersonalnych sprawnie manipulując by zyskać czego chcą. Często mówi się: „ten to ma gadanę”, „umie zabajerować”. Patrzymy z lekką zazdrością na takie osoby, jednocześnie marząc o darze pięknego, spontanicznego wysławiania się. Nie bez powodu ukuto wiele powiedzeń typu: „słowa ranią bardziej, niż miecze” czy „wymową więcej wskórasz, niż siłą”. To tylko potwierdza jak potężnym orężem, również manipulacyjnym, może być mowa. Manipulowaniu za pomocą słów, czyli perswazji (upraszczając), poświęcono bardzo wiele uwagi zarówno w świecie naukowym, jak i w prasie kolorowej. Natomiast, niesłusznie dużo mniejszą uwagę przykuwa się do braku mowy, czyli milczenia.

Niesłusznie dlatego, iż milczenie traktuje się zazwyczaj jako objaw głupoty, ospałości czy nawet nieżyczliwości. Tymczasem, w „rękach” sprawnego manipulatora cisza okazuje się wyrafinowanym instrumentem, a na jego strunach można zagrać wymyślne melodie, do których inni będą tańczyć. Trzeba zdać sobie sprawę, że nie tylko głupcy milczą. Często to oni właśnie najwięcej mówią odkrywając przy tym wszystkie karty. „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem” jak głosi znane wszystkim przysłowie. Wiele w tym prawdy, jednak milczenie to nie tylko nie-mówienie, ukrywanie swoich zamiarów, niedopowiedzenia czy dochowywanie tajemnicy. To również ignorowanie.

„Foch”, czyli naturalne wykorzystanie milczenia jako techniki manipulacji.

I bynajmniej, nie chodzi mi tu o bezmyślną ignorancję, a raczej o pozorne lekceważenie (przy jednoczesnym obserwowaniu reakcji manipulowanego), które dla wielu bywa o wiele dotkliwsze niż zwykła pogarda czy brak szacunku. Z pewnością każdemu zdarzyło się w przeszłości być niezauważanym. Czasami był to zwykły foch dziewczyny, niekiedy kara nałożona przez rodziców, nieraz niedopuszczenie do dyskusji towarzyskiej, rzadziej platoniczna miłość, jednak zawsze było to niemiłe uczucie. Ignorowany człowiek czuje nie tyle niedowartościowanie, co właściwie bezwartościowość – tak jakby w ogóle nie istniał. Maska milczenia staje się dla niego murem celi, a w zakratowanych ustach próżno szukać klucza do wyjścia z tej okrutnej matni. Cóż może być gorszego? Niektórzy mają nawet kompleks na tym punkcie i za wszelką cenę starają się Obrażanie się to powszechna technika manipulacjizwrócić na siebie uwagę otoczenia – takimi szczególnie łatwo manipulować, gdyż w zamian za odrobinę praktycznie darmowej uwagi, są wstanie zapłacić niewspółmiernie wiele. Jednak takie przypadki pozostawię psychologom klinicznym, zamiast tego skupię się na powszechniejszych przykładach. Zarówno z obserwacji ludzi, jak i z autopsji wiem, że bardzo wiele kobiet stosuje prostą (ale jakże skuteczną) technikę manipulacji za pomocą milczenia, zwaną dalej „fochem”. Nie chodzi mi tu bynajmniej o wdawanie się w szczegóły relacji damsko-męskich, a jedynie o ukazanie wiarygodnego, a przede wszystkim powszechnego przykładu, który daje zazwyczaj ogromny wpływ obrażonej kobiety na partnera. Otóż, jak wszystkim – tym, którzy wchodzili w relacje partnerskie z kobietą, rzecz jasna – wiadomo, kobiety nader często obrażają się o byle błahostkę. Z punktu widzenia mężczyzny wydaje się to bezsensowne i irracjonalne. Co uważniejsi obserwatorzy zwracają pewnie uwagę na fakt, że im bardziej i częściej starają się załagodzić ową, skądinąd wynikłą z inicjatywy kobiety sytuację, tym częściej się ona przytrafia i tym łatwiej ją sprowokować. W ekstremalnych, aczkolwiek powszechnych przypadkach „focha” może wywołać zwykłe spojrzenie mężczyzny na inną kobietę, czy wdanie się w pogawędkę ze sprzedawczynią z monopolowego. Powodów owej obrazy z czasem przybywa i urastają one do rangi kuriozum, takiego stopnia, że delikwent zamiast delektować się wspólnie spędzanym z partnerką czasem, zachowuje się czujnie niczym na polu minowym, by tylko nie urazić czymś swojej sympatii . Niemniej jednak, czy mężczyznom się to podoba czy nie, prawda jest jedna… a konkretnie dwie ;-) . Pierwsza, o której boleśnie można się przekonać na własnej skórze, to ta, że płeć piękna stosując tę technikę, ma nad swoimi partnerami niebagatelną przewagę. Druga, mniej znana, mówi o tym, iż obojętne czy kobieta stosuje „focha” nieświadomie (co z reguły częściej się zdarza) bądź z pełną premedytacją, nie robi tego w żadnym razie bezzasadnie. Wynika to raczej z naturalnie wyższej inteligencji emocjonalnej kobiet, która to z kolei ma swoje korzenie w ewolucji – mężczyźni są silniejsi i bardziej pewni siebie, zatem kobiety, by nie pozbawić się wpływów muszą być inteligentniejsze emocjonalnie i werbalnie. Kobieta, zresztą jak każdy kto stosuje tę technikę, zyskuje poniekąd władzę nad osobnikiem starającym się załagodzić sytuację. Wszak to manipulujący decyduje kiedy się „odebrazić” – najczęściej następuje to w przypadku braku reakcji, lub w (najgorszym) razie znudzenia się „ofiarą”, znaczy eksploatacji jej do granic wytrzymałości. Skuteczność tej techniki bazuje na omawianej przeze mnie wcześniej regule niedostępności (im bardziej coś niedostępne, tym bardziej pożądane). Manipulujący próbuje narzucić pewną hierarchię w relacji: poprzez tzw. wymowne milczenie daje do zrozumienia ofierze, że nie zależy mu na interakcji, że nie musi się starać, oraz że to on ustanawia reguły i o Foch jako manipulacyjna broń kobietjego względy trzeba zabiegać. Z kolei ofiara najczęściej próbuje dociec przyczyn milczenia, czym nieświadomie wdaje się w interakcje, której zasady narzuca „wielce oburzony”, tym samym wpadając w sidła uległości. Innymi słowy, wszelkie próby zagajania rozmowy, drążenia lub dopytywania o przyczyny zachowania „obrażonej” osoby to najgorsza alternatywa postępowania w takiej sytuacji, gdyż jest ona de facto spełnieniem zamierzeń manipulanta. Najrozsądniejszym wyjściem zazwyczaj jest zastosowanie tej samej broni co manipulant, czyli oczywiście milczenia, ignorowania. Podkreślam zazwyczaj, gdyż trzeba do sprawy podchodzić racjonalnie. Jeśli powody obrażenia się wydają się być zbyt błahe, czy wręcz irracjonalne, może to oznaczać, iż „obrażona” osoba stara się nami manipulować. Warto również zastanowić się czy czasem naprawdę kogoś nie uraziliśmy, zwłaszcza jeśli znajdujemy logiczne wytłumaczenie czyjegoś zniechęcenia względem naszej osoby. Tak czy inaczej, tytułowy „foch”, to banalna i pospolita, choć bardzo skuteczna, technika manipulacji za pomocą milczenia. Na szczęście obrona przed tą sztuczką jest równie prosta i efektywna, a jest nią oczywiście ignorowanie. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o zastosowanie milczenia w manipulacji… c.d.n.

PRAKTYKA

  • Jeśli chcesz sprawdzić czyjąś podatność na manipulację, bądź zmusić do uległości – zamilcz (lub udawaj, że się obraziłeś) i obserwuj jaka będzie reakcja.
  • Najprostszą metodą na obrażających się ludzi jest działanie w myśl powiedzenia “kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”, czyli zastosowanie milczenia, ignorowania “obrażonego” osobnika.
 

Autorytet w reklamie

21 marca

Siła autorytetu często bywa wykorzystywana w reklamie by zwiększyć sprzedaż, wykreować wizerunek firmy czy zachęcić do danej marki. Jednak twórcy reklam nierzadko posuwają się do manipulacji, wykorzystując efekt aureoli. Za sprawą tego błędu poznawczego, ktoś uznawany za autorytet może być postrzegany jako ekspert w dziedzinie, na której kompletnie się nie zna.

Historia reklamy telewizyjnej sięga 1946 roku, kiedy to podczas meczu wyemitowano pierwszy ogólnokrajowy przekaz reklamowy w USA. Mimo to autorytet w reklamie pojawił się na długo przed powstaniem mediów masowych – jeżeli oczywiście zawęzimy nieco definicję reklamy do samego wywierania wpływu.

Na potrzeby artykułu przyjmijmy, że reklama to nakłanianie do podjęcia jakiejś decyzji tylko i wyłącznie za pomocą czystej perswazji. Umyślnie narzucam taką uproszczoną terminologię, gdyż chcę się skupić jedynie na aspekcie psychologicznym, bliższym słuszności rozważania go na blogu dotyczącym manipulacji, aniżeli aspekt filozoficzny – mimo iż w szerszej materii ten drugi wydaje się być bardziej zasadny. Niemniej jednak, przyjmijmy to za konieczność sprawnego poruszania się w tym temacie.

Jeśli nie przyjąłeś tych założeń znaczy, że zakwestionowałeś w sposób racjonalny moje słowa, bądź co gorsza nie zrozumiałeś treści i pomimo to je zanegowałeś (w tym wypadku niewiedza + uprzedzenie).
Jeżeli tego nie zrobiłeś znaczy, że uległeś sile autorytetu – zarysowałem tylko w miarę logiczną spójność wniosków z przesłankami. Sęk w tym, że te przesłanki, w tym przypadku, są jedynie moimi przekonaniami, a te z kolei wypływają z mojej podświadomości, czyli intuicji. Pal sześć, jeśli tylko wynikają one z podświadomości i kieruje mną wyłącznie iluzja słuszności – wtedy jest jeszcze szansa na refleksję. Gorzej natomiast, gdy wizja osobistego zysku przysłoni mi intencje dążenia do objawienia prawdy i z tego powodu wprowadzę kogoś w błąd. Innymi słowy, mogę świadomie wykorzystać autorytet dla osiągnięcia własnych korzyści, nie bacząc obiektywizm. Nie ma przecież gwarancji, iż nie zacznę tu przytaczać wątków filozoficznych (co zresztą zaraz z przyjemnością poczynię ;-) ), wbrew temu co wcześniej ustaliłem. Jednakże, zrobiłem tak by lepiej zobrazować działanie tego mechanizmu i posłużyłem się tutaj prowokacją. Na marginesie, prowokacją w postaci zapracowania sobie na autorytet, kilkoma w miarę logicznymi zdaniami gęsto okraszonymi górnolotnymi, a raczej zakrawającymi o groteskowość, słowami, po czym obnażenia ułudności tego zjawiska psychicznego. Da się to jeszcze przełknąć, zwłaszcza iż mamy tutaj do czynienia z eksperymentem. Zatem, trafia się okazja i można (a nawet trzeba!) wyciągnąć z tego wnioski.

Natomiast, powracając do tytułowego zagadnienia, autorytet jest zaufaniem otoczenia w danej dziedzinie, zyskanym poprzez podejmowanie trafnych decyzji za pomocą specjalistycznej wiedzy. Trywializując, autorytet to uzasadnione zaufanie do czyjejś słuszności. Przynajmniej tak powinno być. Niestety rzeczywistość nie jawi się już tak kolorowo, gdy prócz omawianej już kwestii wątpliwego sposobu wyrobienia sobie owego autorytetu, zauważymy drugi poważny czynnik ukazujący zawikłanie tego zagadnienia. Otóż, złożoność problemu polega również na tym, że za sprawą efektu aureoli ludzie mają tendencję do rozszerzania tego zaufania na inne, czasami niezwiązane ze sobą, dziedziny wiedzy. W dodatku, dziedziny te nie muszą pokrywać się z zakresem kompetencji danego autorytetu, tymczasem przypisuje mu się w nich rangę eksperta. Zanim napiszę jak to wygląda w praktyce, trzeba jeszcze przytoczyć czym ów efekt aureoli, zwany niekiedy efektem halo, w istocie jest. Mianowicie, działanie tego efektu polega na przypisywaniu osobom, uprzednio niezaobserwowanych, aczkolwiek ważnych dla obserwatora cech charakteru, na podstawie innej cechy zauważonej wcześniej. To swoiste poznawcze dziedziczenie cech, a nawet całych ich pakietów, na zasadzie: inteligenty (cecha zauważona) -> uprzejmy (cecha przypisana); ordynarny -> głupi; arogancki -> niekompetentny, samolubny. Wynika to ze statystycznie dużego prawdopodobieństwa zbieżności owych założeń, poczynionych przez nasz nieświadomy umysł, z faktycznym stanem rzeczy. By zaoszczędzić energię potrzebną na myślenie, która jak wiadomo nie należy do najtańszych (szczególnie ostatnimi czasy ;-) ), natura zaopatrzyła nas w pewne mechanizmy upraszczające. I tak oto, stwierdzając czyjąś inteligencję, jednocześnie ceniąc sobie tę cechę, automatycznie możemy przypisać tej osobie również pożądaną przez nas uprzejmość. Co „światlejsi” racjonalizują sobie to nawet tokiem myślenia typu:

Jestem inteligentny, do czego zresztą przywiązuję dużą wagę. Widać, że ten człowiek również taki jest, zatem na mój wzór powinien być także oczytany. Skoro pochłonął tyle książek, z pewnością od kultury nie stroni. A że ja z kulturą mam wiele wspólnego, to pewno będziemy dla siebie uprzejmi.

Należy zaznaczyć, iż odwrotny wariant racjonalizacji uprzejmy –> inteligentny, różni się tylko przeciwnym kierunkiem wnioskowania, a zdecydowanie częściej się go spotyka – co mnie zresztą nie dziwi. Takie bezwiedne uwarunkowanie nieraz pozwala na wyklarowanie w miarę obiektywnego wizerunku drugiej osoby, bez angażowania energochłonnego myślenia. Niemniej jednak, nijak nie zwalnia to z obowiązku podejmowania wysiłku na rzecz głębszego doznania prawdy. Dlatego człowiek, zwłaszcza ten mający ku temu sposobność, objawiającą się w postaci rozumu, powinien jak najczęściej myśleć – do czego zresztą gorąco zachęcam.

Nadmienię, że efekt aureoli, w odniesieniu do relacji odbiorca reklamy – autorytet, polega bardziej na przypisaniu zaufania, aniżeli konkretnej cechy. Tu nie trzeba przypisywać żadnych atrybutów, wszak osobę obdarzoną autorytetem raczej znamy. Natomiast, znamienne wydaje się tu być zaufanie, które często bywa narzędziem manipulacji. Dlaczego twórca reklam, miałby nie wykorzystywać autorytetu znanej aktorki czy piosenkarki by zwiększyć sprzedaż sosów w proszku?Pomijając oczywiście aspekt moralny, było to pytanie retoryczne. Nie ma znaczenia czy owa gwiazda ma doktorat z chemii czy jedynie skończoną wieczorowo podstawówkę. Obojętne również czy reklamuje kwas azotowy czy kwaszone ogórki. Ludzie i tak to kupią, bo jest to sygnowane jej rozpoznawalną gębą.

Wracając do przytoczonych na początku i uproszczonych przez mnie definicji reklamy i autorytetu, widzimy, że już są one co najmniej nieprecyzyjne. Po pierwsze, autorytet odgrywa w reklamie bardziej rolę manipulacyjną, aniżeli perswazyjną, ponieważ w głównej mierze oddziałuje na odbiorców za pomocą mechanizmów psychologicznych, a nie sposobu dobierania słów. W tym ujęciu, wykorzystuje się efekt aureoli, by posłużyć się wyrobionym wcześniej, czasami w zupełnie innej dziedzinie, zaufaniem. Po drugie, owe zaufanie nie musi być – w przeciwieństwie do tego co założyliśmy wcześniej – ani uzasadnione, ani zasłużone. Nie wiem czy to aby nie nazbyt pochopne założenia, ale nie wydaje mi się, żeby nawet najbardziej uznany aktor mógł uchodzić za autorytet ekonomiczny, tak jak to się przedstawia w reklamach banków.

Oczywiście teoria, nie zawsze przekłada się na praktykę, ale i oto zadbałem, dlatego, uprzedzając wszelkie wątpliwości, zamierzam przytoczyć tu szereg przykładów z rodzimych oraz zagranicznych mediów. Na początek rozpatrzmy przypadek znanego aktora Marka Kondrata, występującego w spotach reklamowych banku ING. Z tego co wiem, odebrał całkiem niezłe wykształcenie, natomiast nic mi nie wiadomo, by w jakikolwiek sposób, chociaż ocierało się ono o ekonomię. Uściślając, z wykształcenia jest on aktorem, nie zaś finansistą. Podobno niedawno zaczął inwestować w sieć winiarni i restauracji, ale dalej nie daje mi to jakichkolwiek powodów bym zainteresował się produktami finansowymi ING, do których przecież zachęca swoją osobą. Co więcej, nie widzę również żadnych logicznych powiązań między kunsztem jego gry aktorskiej, a intratnością oferty ING. Jednak niezależnie od tego co widzę, a czego nie, reklama ta, m.in. za sprawą efektu aureoli, jest przede wszystkim skuteczna. Kolejny przykład, rodem z polskiej telewizji, to Maria Peszek i zachwalane przez nią konto Inteligo. Maria, podobnie jak jej kolega po fachu Marek, prawdopodobnie prócz liczenia gaży za występy, nie miała w swoim życiu zbyt wiele styczności z ekonomią. Gdyby nie to, że w kilku poprzednich akapitach rozpisywałem się nt. charakteru autorytetu w reklamie i efektu aureoli, zapytałbym pewnie „Co ta kobieta robi w tej reklamie zamiast Leszka Balcerowicza czy Jerzego Hausnera?”. Na koniec pragnę przypomnieć postać amerykańskiego golfisty Tigera Woodsa. Promował on swego czasu ubrania Nike. I tutaj pojawia się pytanie kończące ten artykuł, na które chciałbym, żeby każdy odpowiedział sobie sam: „Czy ubrania z logo Nike (swoją drogą chyba trochę za luźne w kroku ;-) ) w jakikolwiek sposób przyczyniły się do jego osiągnięć?”.

 

Recenzja: Gra w manipulacje. Wywieranie wpływu dla uczciwych.

28 lutego

Gra w manipulacje. Wywieranie wpływu dla uczciwych.
Ostatnio wpadła mi w ręce dość ciekawa książka pt. Gra w manipulacje. Wywieranie wpływu dla uczciwych. autorstwa dwóch francuskich psychologów społecznych Roberta Vincenta Joule’a i Jeana Leona Beauvois. Tak się składa, że miałem okazję ją przeczytać – niektóre fragmenty nawet dokładnie przestudiować – i relacje z tej naukowej “podróży” chciałem zdać właśnie tutaj.

Zacznijmy od pierwszej rzeczy rzucającej się w oczy potencjalnemu czytelnikowi, czyli oczywiście od okładki, której grafika, mimo iż nie należy do szczególnie wyrafinowanych, to jednak zamyka się w schludnej, eleganckiej i przyjemnej dla oka formie. Gdyby nie czerwony, lakierowany pajacyk u dołu, można by pomylić tę książkę z nowoczesnym podręcznikiem akademickim. Jednym słowem okładka trzyma poziom, jak i zresztą oprawa graficzna wewnątrz. Dobrze dobrany schemat kolorów, pogrubione tytuły i podtytuły oraz wyraźnie zaznaczone miejsce na przypisy sprawiają, że zawartość jest czytelna i przejrzysta.

Natomiast co do treści, to książka zawiera całą gamę technik manipulacyjnych począwszy od stopy w drzwiach czy drzwiami w twarz, poprzez niską piłkę i uwikłanie w dialog (stopa w ustach), skończywszy na bardziej wyrafinowanych kombinacjach i mniej znanych sztuczkach. Twórcy postarali się i wyczerpująco przedstawili materiał, ponieważ wymienili szereg najważniejszych metod manipulacyjnych oraz szczegółowo opisali różne możliwe warianty i kombinacje. Podoba mi się, że mogłem przypomnieć sobie wiedzę z poprzednich tego typu publikacji, lecz liczyłem na większą innowacyjność i poszerzenie swojej wiedzy o nowego rodzaju techniki. Niestety, lektura niewiele wnosi do tematu wywierania wpływu – przynajmniej w kwestii nowych technik. Owszem, w tekście możemy odnaleźć pewne nowości, lecz porównując je z wiedzą w środowisku manipulantów już niemalże powszechną, pretendują one do rangi niuansu. Pomimo to, Gra w manipulacje stanowi nie tylko użyteczne kompendium technik manipulacyjnych ale również oferuje rozszerzenie wiedzy już zdobytej o cały wachlarz kombinacji i przeróżnych przypadków. Trzeba również zaznaczyć, że psychologia społeczna zalicza się do nauk – jak sama nazwa wskazuje – społecznych, a więc opartych na naturze ludzkiej, która zbyt szybko się nie zmienia (o ile w ogóle). Zatem nie można w tym względzie zbytnio obarczać winą autorów, zważywszy dodatkowo uwagę na fakt, iż są oni również ograniczeni poziomem rozwoju samej nauki. Reasumując, można zarzucić, iż całe dziełko jest tylko “odgrzewanym kotletem”, to jednak podanym w atrakcyjniejszej i bardziej lekkostrawnej formie.

A propos formy – panowie Beauvois i Joule wpadli na dość oryginalny pomysł by książka miała charakter opowieści przeplatanej wnioskami i wynikami badań. Dlatego też szkieletem całej pracy miała być historia tajemniczej Pani O., która zgodziła się na bieżąco zdawać relacje z codziennych sytuacji życiowych. Z kolei do naukowców należało wyłapywanie z tego „prozaicznego potoku” informacji o zjawiskach manipulacyjnych. Wracając do głównej bohaterki, to w relacji autorów natyka się ona na różnego rodzaju techniki manipulacji, wręcz stąpa po swoistym polu minowym – ku naszej uciesze mistrzem uników to ona nie jest. Oczywiście wszystkie te efektowne „wybuchy”, czyli sytuacje kiedy kobieta została zmanipulowana są starannie opisane i opatrzone licznymi wynikami badań naukowców z całego świata (w tym także z Polski). Ponadto, czytelnicy co kilka stron zasypywani są lawiną niezliczonych ilości przykładów i hipotetycznych historyjek przemawiających do wyobraźni lepiej i bardziej namacalnych niż jakakolwiek sucha teoria. Te fragmenty należą do najmilszych, gdyż czyta się je jak całkiem znośną prozę, w dodatku podczas lektury utwierdza się w przekonaniu o słuszności danych technik. Pomysł zgoła udany. Gorzej natomiast, gdy natkniemy się na kilkustronicowe wywody, które niewiele wnoszą do tematu manipulacji, a ocierają się raczej o dywagacje natury czysto filozoficznej (kilkukrotnie znajdujemy w przypisach notkę o pozostawieniu spornej kwestii filozofom). Rozumiem, że autorzy chcieli wszystko dokładnie wyjaśnić (również od strony teoretycznej), jednak nie mam pojęcia po co tak rozwlekle błądzili w morkach swobodnej interpretacji. Zwłaszcza że pewne zagadnienia są opisywane (zbyt) obszernie, inne natomiast – równie szczegółowe – traktuje się po macoszemu i zostawia nierozstrzygnięte, powołując się na konieczność przytoczenia wiedzy z innej gałęzi psychologii. Ta selektywność, jeżeli nie ambiwalencja, autorów sprawia, że książki nie nazwałbym ani poradnikiem, ani dziełem naukowym. Odstawiam jednak ten wątek na bok, gdyż chciałem tylko uświadomić czytelników co hybrydowego charakteru publikacji, a problem do którego działu trafi ona w księgarni, zostawiam księgarzowi.

Podsumowując, Gra w manipulację. Wywieranie wpływu dla uczciwych. to książka, w której innowacji należy dopatrywać się głównie w formie przekazania wiedzy – choć wydaje się ona być zresztą całkiem trafna, przynajmniej jeśli chodzi o przystępność. Niemniej jednak nawet dobrze obeznani ze sztuką manipulacji znajdą tu niekiedy zaskakujące zastosowania “oklepanych” już technik. Natomiast publikację najbardziej polecam żądnym wiedzy, choć niewtajemniczonym w arkana sztuki jaką jest manipulacja, by poznali dogłębnie techniki manipulacyjne, wiedzieli jak je stosować oraz ze sobą łączyć, a przede wszystkim jak się przed nimi bronić. Książka ta, mimo iż fragmentami chaotyczna, stanowi kompletny zbiór popularnych technik manipulacji, co więcej, zawiera rozszerzenie praktycznej wiedzy na ich temat w postaci niemałej ilości wyników badań i życiowych przykładów zastosowania ich kombinacji.

Minusy:
- niewiele nowych technik
- czasami chaotyczna forma

Plusy:
+ spis wielu technik w jednej publikacji
+ innowacyjne zastosowanie
+ liczność przykładów i wyników badań
+ szczegółowy i wyczerpujący opis technik
+ atrakcyjna oprawa graficzna

Końcowa ocena: 4+/6

Zainteresowanych odsyłam na stronę wydawnictwa GWP.

 

Wyłom – techniki manipulacji cz. 8

20 stycznia

technika karate
Technika wyłomu, to sprytne narzędzie manipulacyjne pozwalające „rozbroić” nawet najmniej podatnych na wpływ społeczny ludzi. Składa się ona z trzech przemyślanych wcześniej, różnej wielkości próśb – mniejszej, średniej i większej. Co ciekawe tylko dwie z nich są spełniane. Które? To zależy od odpowiedzi ofiary. Pierw wysuwamy średnią prośbę. Jeżeli spotka się ona z aprobatą, po jakimś czasie życzymy sobie spełnienia tej większej. Natomiast na negatywną reakcję stosujemy niezwłocznie żądanie realizacji tej najmniejszej zachcianki.

Podczas manipulowania ludźmi nie raz można spotkać się z odmową, niepowodzeniem danej techniki. Dlatego trzeba być elastycznym, dostosowywać się do ofiary, jednocześnie z uporem byka dążyć do celu. Technika wyłomu doskonale wpisuje się w te założenia. Wymyśliłem ją (choć może ktoś wcześniej o tym już napisał – nie spotkałem się) kiedyś rozmyślając nad innymi sztuczkami. Zastanawiałem się nad jak najbardziej efektywnym połączeniem technik manipulacji. Nazwa wyłom wzięła się od słownikowego znaczenia, czyli przerwy, luki. Moim zdaniem doskonale pasuje, gdyż polega ona właśnie na wyszukaniu jakiegoś słabego miejsca w „społecznej zbroi” ofiary. By następnie włożyć tam manipulacyjny łom i wyciągnąć sardynkę z puszki (chyba się zagalopowałem z tymi metaforami ;-) ). W każdym bądź razie główne założenie, to osiągnięcie maksymalizacji efektów.

Technika wyłomu opiera się przede wszystkim na ustalenie planu co chcemy zyskać w interakcji z osobą manipulowaną. Choć co wprawniejsi mogą stosować ją „z marszu”. Kiedy mamy już ustalone oczekiwania – czyli wybrane trzy prośby, możemy zaczynać. Początek to znana z wcześniejszych tematów technika stopy w drzwiach (w tym przypadku średnia, następnie większa prośba). Jeżeli się ona nie powiedzie, czyli napotkamy na opór, wtedy w grę wchodzi też już wcześniej opisywana technika drzwiami w twarz (odmowa i mniejsza prośba). Schemat przedstawia się mniej więcej tak:

średnia prośba -> akceptacja -> przerwa czasowa -> większa prośba
lub
średnia prośba -> odrzucenie -> mała prośba (natychmiast)

 
Jest to bardzo skuteczna strategia manipulacyjna – choć rozpiętość między minimalnym zyskiem, a największą korzyścią wydaje się być całkiem spora. Trzeba sobie jednak uświadomić, że czasem – jak mawia znane przysłowie – „lepszy rydz niż nic”. Nie zawsze będziemy trafiać na same uległe osoby, niekiedy zdarzy się ktoś „twardszy”, wtedy należy sięgać po bardziej wyrafinowane sposoby. Należy pamiętać by nie stosować tej techniki manipulacji zbyt często. Dlaczego? Po pierwsze, jak każda metoda, przestanie po prostu działać. Po drugie, co ważniejsze, możemy zyskać miano osoby skrajnie niepewnej i wyzyskującej innych. Przeciętny człowiek myśli później: „Jak się nie zgodzę, to on ustępuje. Z kolei, gdy robię mu przysługę, to zaczyna wchodzić mi na głowę”. Róbta co chceta, byle z umiarem ;-) .

 

Karate – techniki manipulacji cz. 7

13 stycznia

technika karate
Manipulacja za pomocą techniki karate, opiera się na pewnej strategii. Metoda ta jest bardzo skuteczna, gdyż zakłada wiele wariantów reakcji ofiary. Technika karate składa się z dwóch próśb. Pierw średnia (pod względem trudności spełnienia), następnie kolejna również średnia. Obojętne czy po pierwszej prośbie nastąpi odmowa czy akceptacja. Główną rolę odgrywa tylko czas, ponieważ w przypadku odmowy reakcja, czyli wysunięcie kolejnej prośby, musi być natychmiastowa. Odwrotnie niż gdy mamy do czynienia z akceptacją, gdzie powinien być większy ostęp czasu – nawet dwa lub trzy dni.

Ludzie ulegają manipulacji na każdym kroku. Są nią karmieni w sklepach, bankach, na ulicach, w kościołach, a nawet w domu przed telewizorem czy gazetą. Wszystko by “żyło się lepiej”. Niemniej jednak, techniki manipulacji to taktyki, dlatego można, a nawet trzeba, założyć pewne prawdopodobieństwo porażki. Natomiast jak wiadomo każda porażka jest jakąś stratą – chyba, że przekujemy ją w lekcję (ale to temat na innego bloga ;-) ). Inaczej rzecz przedstawia się w przypadku strategi, gdzie nie ma miejsca na improwizację – w grę wchodzi tylko planowanie, przewidywanie i rozważanie wszystkich możliwości. Niby mówi się, że myślenie strategiczne to przymiot wielkich przywódców, generałów i polityków (choć tu bym się kłócił), a jednak wychodzi na to, iż psychologowie społeczni też są kompetentni w tej materii. Nie bez powodu piszę o tym właśnie w miejscu poświęconym dla techniki karate, ponieważ zawiera ona znamiona strategii. Mianowicie, za jej pomocą jesteśmy przygotowani na wszelkie ewentualności, konkretnie dwie.

technika karate
Kiedy mamy ustalone, co chcemy osiągnąć w relacji z ofiarą zaczynamy działać. Pojawia się pierwsza – podkreślam średnia – prośba i oczekiwanie na reakcje. Jeżeli będzie ona pozytywna, czyli osoba zgadza się ją spełnić, wtedy w następstwie kilku godzin lub dni przychodzi czas na drugą, równie “średnią” zachciankę. Należy pamiętać o zachowaniu odstępu czasu. Mamy tu bowiem do czynienia, ze znaną już z wcześniejszych tematów, techniką stopy w drzwiach, opartej na regułach zaangażowania oraz konsekwencji. W przypadku negatywnego odzewu, a zatem odmowy, trzeba natychmiastowo wystosować drugie życzenie. Ofiara nie powinna mieć czasu na “ochłonięcie”. Musi wciąż czuć zapach społecznego bata podsycany negatywnymi emocjami niekomfortowej sytuacji. Uważny czytelnik dostrzeże tutaj oczywiście analogię z techniką drzwiami w twarz zakorzenionej we wzajemności ustępstw. Schemat działania tej techniki manipulacji przedstawia się następująco:


pierwsza średnia prośba -> akceptacja -> odstępstwo czasu -> druga średnia prośba
lub
pierwsza średnia prośba -> odmowa -> druga średnia prośba (natychmiast)

Iście wyrafinowane połączenie dwóch technik daje na prawdę silny efekt manipulacyjny. Jak już wcześniej pisałem kombinacje w manipulacji są najbardziej skuteczne, gdyż powodują stale zmieniające się stany emocjonalne u ofiary. Trzeba być na prawdę twardo stąpającym po ziemi i racjonalnie myślącym człowiekiem by im się oprzeć. Mimo, iż nie neguję wysokiej efektywności tej techniki, to jednak wydaje mi się ona zbyt uproszczona. Uważam, że lepiej zastosować inną, bardziej finezyjną sztuczkę… ale o tym w następnym artykule ;-) .

 

Scenariusz – techniki manipulacji cz. 6

07 stycznia

technika scenariusza
Technika scenariusza, to sprytna metoda manipulacji, wykorzystująca mechanizm zaangażowania do uzależnienia ofiary. Manipulator angażuje ofiarę, dając jej wypróbować jakąś rzecz/usługę przez siebie oferowaną, by ta poczuła się jak jej posiadacz. Następnie zabiera (lub tylko tym grozi) ową rzecz/usługę, by zmusić ofiarę do jakiegoś działania (np. zakupienia tej rzeczy).

Jeśli ktoś był na tyle spostrzegawczy zapewne zorientował się, iż na swoim blogu często staram się poruszyć wyobraźnię czytelników zwrotami typu: „Wyobraź sobie…”. Nie robię tego bynajmniej by kimś manipulować ( przynajmniej nie dla własnych korzyści ;-) ). Sęk w tym, że ten zwrot ma bardzo duży potencjał perswazyjny. Za jego pomocą możemy przenieść odbiorcę komunikatu w zupełnie inne, wybrane oczywiście przez nas, miejsce. Jednak istnieje pewna – całkiem spora zresztą – grupa ludzi, powiedzmy twardo stąpających po ziemi (żeby nie powiedzieć prostaków ;-) ), którzy nie posiadają zbytnio rozwiniętej wyobraźni. I tutaj przychodzi nam z pomocą technika scenariusza.

Scenariusz w ujęciu manipulacji, trochę różni się od powszechnego znaczenia tego słowa. Nie chodzi tu w żadnym wypadku o układanie jakiegoś planu jak ma wyglądać nasza interakcja z ofiarą (choć może to być korzystne). Istotą tej techniki manipulacji jest to, by ofiara czuła się jak bohater pewnej ułożonej przez nas scenki. Jeżeli osoba odpowiednio się wczuje, wtedy można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, iż jej się to spodoba. Dzieje się tak, ponieważ nasz umysł, a przynajmniej jego nieświadoma część, ma trudności z odróżnieniem rzeczywistości od wytworów wyobraźni. Dopiero świadome myślenie sprowadza wybujałą fantazje do przysłowiowego parteru, zdając sobie sprawę, że to tylko fantasmagorie. Sprzedawcy, akwizytorzy, spece od marketingu i różnej maści manipulatorzy doskonale zdają sobie sprawę zarówno z istnienia, jak i wykorzystania tego mechanizmu w praktyce. Lecz ich pracę cechuje spora konkurencja i nastawienie na efekty, dlatego też wykorzystują tę ułomność naszego umysłu do granic możliwości za sprawą techniki scenariusza. Ofiara wcale nie musi mieć rozwiniętej wyobraźni, gdyż może się przekonać na własnej skórze jak coś działa, jeździ, pierze, wygląda itd. W dodatku ma przekonanie jakby testowana rzecz należała już do niej, a co za tym idzie, ofiara czuje się źle gdy musi się z owym przedmiotem rozstać.

scenariusz
Z techniką scenariusza mamy do czynienia nagminnie w punktach handlowych. Wchodząc do sklepu z garniturami sprzedawca proponuje przymierzenie danego stroju. Być może nie jest do końca świadomy na czym ta technika manipulacji polega, jednak zna jej skuteczność. Wystarcza mu, że klient po przymierzeniu z większym prawdopodobieństwem zdecyduje się na zakup, niż gdyby tego nie zrobił. Ofiara, a przynajmniej jej nieświadomy umysł, ma poczucie posiadania pięknego stroju. Niezakupienie go wiąże się ze stratą, a co najważniejsze, emocjami , które w takiej sytuacji się wyzwalają. Trudno podjąć racjonalny wybór, kiedy emocjonalny jęk zagłusza głos rozsądku. Dlatego sprzedawcy samochodów, szczególnie tych używanych, oferują tak zwaną jazdę próbną. Podczas tej motoryzacyjnej przygody potencjalny klient ma okazję sprawdzić jak działa skrzynia biegów, czy auto dobrze się prowadzi, jakie ma hamulce i przede wszystkim nieświadomie przywiązuje się do pojazdu. Kierowca, ma wrażenie jakby samochód należał do niego, przynajmniej na czas jazdy, po czym przychodzi chwila podjęcia decyzji, gdzie odmowa zakupu wiąże się z bolesną rozłąką. Bardzo często specjaliści od marketingu używają tej techniki, pisząc w reklamach: „Przetestuj X przez 14 dni za darmo!”. Zasada działanie jest dokładnie taka sama jak poprzednich przypadkach. Na taki model reklamy najczęściej można się natknąć w internecie, przy oferowaniu jakiejś usługi (która usługodawce praktycznie nic nie kosztuje) typu: płatne konta e-mailowe, hostingi, dostęp do serwisów specjalistycznych i społecznościowych. Cała technika sprowadza się niejako do uzależnienia swojej ofiary, dania jej zasmakować korzyści płynących z naszej oferty, by odebrać to nagle i zażądać zapłaty.

PRAKTYKA

  • Jeśli jest taka możliwość zawsze dawaj ofierze próbkę tego co masz w ofercie. Ważne byś zachował umiar, przynęta ma wzbudzić apetyt, a nie go zaspokoić.
  • Pozwól klientowi przetestować przedmioty/usługi z twojej oferty. Raz, że się do nich przyzwyczai. Dwa, przekona się co do produktu. Trzy, głupio mu będzie odmówić (zrobiłeś mu przysługę – reguła wzajemności)
 

Uwikłanie w dialog – techniki manipulacji cz. 5

02 stycznia

uwikłanie w dialog
Zapewne niejednokrotnie zostałeś zaczepiony na ulicy przez kogoś nieznajomego. Prawdopodobnie choć raz wdałeś się wtedy w rozmowę. Jeśli konwersacja przebiegła „gładko”, w wielu kwestiach zgadzaliście się ze sobą, to z pewnością po kilku minutach zaczynałeś lubić swojego rozmówcę. Mogłeś również odnieść wrażenie, że nadajecie na tych samych falach, świetnie się rozumiecie, praktycznie bez słów. Jeżeli po owej rozmowie zostałeś o coś poproszony, kupiłeś coś lub dałeś pieniądze, najprawdopodobniej padłeś ofiarą techniki uwikłania w dialog.

Istotą tej techniki manipulacyjnej jest oczywiście rozmowa. Wszak nie ma lepszego środka w zjednywaniu sobie ludzi. Z każdą minutą konwersacji manipulator coraz bardziej spoufala się z ofiarą, by zniwelować jej opór i skłonić ją do uległości. Technika jest bardzo skuteczna, gdyż im bardziej jesteśmy „zakolegowani” z ofiarą, tym większa szansa, że ulegnie ona manipulacji z naszej strony. Wszystko sprowadza się do schematu: im większa sympatia, tym większa uległość.

Niby wszystko cacy, nic prostszego niż rozmowa… i tu pojawia się problem. Jak prowadzić rozmowę by wzbudzić jak największą sympatię, a co za tym idzie zaufanie? Co powiedzieć? Na jakie tematy rozmawiać a na jakie nie? Itd. Może zacznijmy od początku, czyli zagajenia, rozpoczęcia rozmowy.

uwikłanie w dialog - pytanie
Początek.
Najlepiej zacząć od jakiegoś pytania na neutralny temat. Pytanie wydaje się być najlepsze na początek, gdyż dobrze zadane raczej nie zrazi rozmówcy, tak jakby mogło jakieś śmiałe stwierdzenie i w dodatku bardziej skłania do odpowiedzi. Ważne by zadawać pytania otwarte, na które odpowiedź nie ogranicza się do zdawkowego tak/nie, lubię, żółty itp. Trzeba pamiętać by nie pytać o rzeczy osobiste lub mogące w jakikolwiek inny sposób obrazić rozmówcę. Czyli pytania w stylu: „ile pani waży?”, „kiedy pan umrze?”, „jakie leki pan zażywa?” itp. z wiadomych względów odpadają. Niby rzecz oczywista, lecz nie piszę tego bez powodu. Nawet najbardziej elokwentnej osobie zdarza się palnąć jakieś niestosowne pytanie, szczególnie jeśli się na to nie zwraca uwagi. Na początku proponuję zagajenie: „Co pan/pani sądzi o …”, ewentualnie, bardziej subtelnie „Jak mogę trafić/dojść do …”.

Rozwinięcie
Kolejny punkt, najtrudniejszy w wykonaniu, to „nakręcenie” rozmówcy, pobudzenie go do mówienia. Najlepszym sposobem, w pierwszych fazach konwersacji, jest monolog z naszej strony. Trzeba również wybrać temat, bądź opisać zdarzenie, które zaciekawi rozmówcę. Musimy nastawić się na to, iż z początku to do nas będzie należeć inicjatywa, i to właśnie my głównie będziemy musieli mówić.uwikłanie w dialog - rozwinięcie No chyba, że trafimy na kogoś bardzo wygadanego – co dość rzadko się zdarza – i wtedy naszym zadaniem będzie stymulowanie go pytaniami. Warto wcześniej nauczyć się o czym będziemy mówić, może to być jakaś historyjka, śmieszne/szokujące zdarzenie, najnowsze wydarzenia. Jeśli nie mamy weny by ułożyć coś „z marszu”, bądź nie jesteśmy pewni, że nasz „wstępniak” jest dość dobry, możemy skorzystać z gazet. W tym przypadku, polecam bulwarówki. Gazety tego typu są mistrzami w opowiadaniu historii, których pragną masy. Zauważ, że w takich „szmatławcach” wszystko pisze się językiem obrazowym, wzbudzającym emocje, a gdy trzeba wyrazić jakieś poglądy, stanąć po którejś ze stron, wtedy tekst nagle staje się ogólnikowy. Dobry zabieg stosowany przez prasę, to również nagłaśnianie pewnych spraw, zamiast ocenianie ich. Media ukazują sprawę w takim świetle, że ich ocena wydaje się zbędna, gdyż wiadomo jak odbiorca zinterpretuje przekaz. Dodatkowo nie ma obaw o posądzenie o stronniczość – w końcu nikt tu nie oceniał. Te zabiegi powinno się stosować w tematach ważnych dla interlokutora, gdyż aby rozmowa (a w konsekwencji manipulacja) się powiodła, wasze poglądy muszą być zbieżne. Natomiast nie ma takiej potrzeby, jeśli rozmawiacie o rzeczach błahych, nieistotnych.

Przekazanie inicjatywy i zakończenie
Jeżeli wszystko poszło prawidłowo, powinniśmy być w tym właśnie punkcie, czyli w momencie przekazania pałeczki rozmówcy. Na tym etapie rozmowy „nakręcony” rozmówca powoli (bądź czasami szybciej) zaczyna przejmować inicjatywę. Nie wolno mu w tym przeszkodzić, to bardzo dobry znak, rozmowa idzie we właściwą stronę. Teraz jedynym naszym zadaniem jest uważne słuchanie – albo sprawianie takiego wrażenia – oraz co jakiś czas dolewanie oliwy do ognia rozmowy, czyli umiejętne zadawanie pytań. Pytania te mają na celu podtrzymać rozmowę, , naprowadzić ją na dogodne dla nas tory, sprawić by rozmówca się rozgadał oraz wypowiedział pewne stwierdzenia, z których trudno mu się będzie wycofać.

uwikłanie w dialog - zakończenie
Chciałbym tu się skupić na tych stwierdzeniach wygłaszanych przez ofiarę, gdyż to właśnie one są bardzo istotne podczas manipulacji. Osoba wyrażająca jakąś tezę, opowiada się za jakimś poglądem. Dlatego łatwo później to wykorzystać do własnych manipulacyjnych celów. Przykładowo pytamy kogoś: „Czy jest pan/i osobą, która dba o swoje pieniądze?”- na tak zadane pytanie większość odpowiada tak – w końcu kto o nie nie dba(?), a nawet jeśli nie to z pewnością, nie raczy przyznać się do rozrzutności. Osoba odpowiada, że tak – czyli potwierdza, a zarazem wygłasza jakiś pogląd. Później w rozmowie, chcąc już „sfinalizować transakcję” pytamy: „Może jest pan/i zainteresowany najnowszym kalkulatorem ekonomicznym? Podliczanie na nim rachunków to wręcz przyjemność. Może pan sporo zaoszczędzić jak pan dokładnie policzy…” – w tym momencie zadajemy kluczowe pytanie, o które od początku rozmowy nam chodziło. Jestem w stanie zapewnić, że zadanie tego ostatniego pytania, bez tej całej „gry wstępnej” ma dużo mniejsze szanse powodzenia. Teraz osobie pytanej dużo trudniej jest powiedzieć NIE, gdyż wcześniej sama stwierdziła, iż jest „osobą , która dba o swoje pieniądze?”. Ewentualnie jeśli tego nie pamięta, bądź próbuje się wykręcać, możemy jej przypomnieć mówiąc ze zdziwieniem: „Nie? A przecież mówił pan wcześniej, że dba o pieniądze…”. Oczywiście trzeba uważać, by zbytnio nie przesadzić i nie zdenerwować rozmówcy. Obnażenie „gołosłowności” ma jedynie lekko sprowokować ambicje rozmówcy, powodując lekkie zmieszanie. Wszak emocje ofiary są przyjaciółmi manipulanta.

Zamiast pytań odnoszących się do wcześniej wypowiedzianych stwierdzeń, można stosować inne techniki manipulacji, jak choćby stopa w drzwiach itd. Takie kombinacje są o wiele bardziej skuteczne niż poszczególne techniki stosowane osobno. Wyobraź sobie taką sytuację, że idziesz ulicą i o czymś rozmyślasz. Nagle zaczepia cię młoda kobieta. Pyta o godzinę. Ty odpowiadasz, że nie masz zegarka. Na co ona zaczyna ci opowiadać ciekawą historyjkę o tym jak zgubiła zegarek. Podczas słuchania jej wciągającej opowieści, kobieta prosi cię: „mógłby mnie pan/i poczęstować papierosem, bo mi się skończyły?”. Założę się, że większość ludzi będzie miała spory problem by odmówić w takiej sytuacji. Mamy tu połączenie technik uwikłania w dialog i stopy w drzwiach (a przynajmniej jej próby, gdyż wyszła z tego odwrócona technika drzwiami w twarz). Podałem nawet ten sam przykład, a różnica wydaje się być niebotyczna, już nie mówiąc o samej „gołej” prośbie, czyli nie stosowaniu żadnych technik.

PRAKTYKA
Przykład rozmowy w centrum handlowym

 
Zaczepiając jakąś osobę:
-Przepraszam panią? Gdzie znajduje się sklep XYZ?
-Tam / Nie wiem (odpowiedź nieistotna)
-Bo słyszałem, że tam sprzedają świetne perfumy… (oczekiwanie na reakcję)
-Tak, tak doskonałe… / Nie, koszmarne… (słuchamy) / Nie wiem (opowiadamy)
-A co sądzi pani o tych (wyciągamy flakonik i pokazujemy)
-(Pryska sobie perfumami na nadgarstek) No muszę przyznać, że ładnie pachną / Nie podobają mi się zbytnio (dajemy drugą wersję perfum)
-Bo jeszcze nie wyschły do końca. Pani poczeka chwilę to zapach się na pewno spodoba. W końcu to ostatni krzyk mody w Paryżu. A wie pani ile one kosztują?
-No nie wiem… 90 zł?
-Około 240zł. Wiem, bo właśnie pracuję we francuskiej firmie, która wytwarza takie perfumy. Mamy filie na całym świecie i teraz się przymierzamy do wejścia na polski rynek. Planujemy ustalić cenę na właśnie ok. 240zł. Ta marka jest mało znana w Polsce, za to jest bardzo rozpoznawalna za granicą. Firma zleciła akcję promocyjną, która ma zaznajomić ludzi z marką, zapoznać ich z produktami. Dlatego ma tu pani prezent od firmy XYZ (wręczamy flakonik).
-O dziękuję… (nie wie co powiedzieć).
-To bardzo dobre perfumy, jeśli kupi pani drugi flakonik, ten dostanie Pani w prezencie gratis. Cena wynosi jedyne 45zł (przykładowo połowa wcześniej zgadywanej sumy – kontrast), za perfumy, które za kilka miesięcy będą sprzedawane na polskim rynku po 240zł (efekt kontrastu), dlatego firma zastrzegła, że jeden klient może kupić tylko dwa flakoniki (reguła niedostępności). Która wersja czerwona czy fioletowa się pani bardziej podoba? (wymuszenie stwierdzenia przy ograniczonym wyborze)
-Hmm… fioletowa.
-Doskonały wybór! Ta wersja będzie sprzedawana jako ekskluzywna, po droższej cenie i w ładniejszym opakowaniu. Tylko proszę nie mówić, że to pani powiedziałem. Dać pani siateczkę na to?
-Poproszę (wyciąga pieniądze).

 

Huśtawka emocjonalna – techniki manipulacji cz. 4

23 grudnia

huśtawka emocjonalna
Siedząc na huśtawce bujasz się raz w przód, raz w tył. Nie można powiedzieć, że twoja pozycja jest stabilna. Czysty chaos, sprawia ci to jednak przyjemność. Chaos i przyjemność – właśnie to będzie tematem tego wpisu, gdyż oba te czynniki sprawiają, że technika huśtawki emocjonalnej staje się bardzo skutecznym narzędziem wywierania wpływu.

Wyobraź sobie, że jesteś bardzo zadłużonym człowiekiem. Wiesz że w każdej chwili do twoich drzwi może zapukać komornik. Nagle słyszysz nieprzyjemny dźwięk dzwonka do drzwi. Myślisz – „pewnie komornik”. Mimo to otwierasz i rzeczywiście to komornik… chyba. Wygląda na komornika – ten garnitur, okularki, wąsik pod nosem i grobowa mina. W głowie już kłębią ci się czarne myśli. Zastanawiasz się co zrobisz bez telewizora, komputera, szaf, kanapy, gdy niespodziewanie słyszysz z ust jegomościa: „Witam! Jestem z firmy X, chciałbym przeprowadzić z panem króciutką ankietę na temat korzystania z internetu. Czy można zająć chwilkę?”. Jakież zaskoczenie, jaka ulga – czujesz się zdezorientowany, a zarazem szczęśliwy. Zapraszasz ankietera do środka i z chęcią odpowiadasz na wszystkie pytania.

huśtawka emocjonalna - przyjemność
Przyjemność
Powyższy scenariusz, niekoniecznie musi we wszystkich przypadkach, u wszystkich osób wyglądać tak samo. Po zaskoczeniu, co prawda miłym, nie każdy wpuści ankietera do domu, jednak znacznie większy odsetek osób ulegnie wpływom emocji i wpuści go do mieszkania. Technika huśtawki emocjonalnej polega na spowodowaniu sytuacji, w której ofiara odczuje pierw negatywne emocje, by później zostały one rozładowane pozytywnymi – wtedy osoba rozluźnia się, co przysłania jej trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Taka osoba staje się bardziej uległa, podatna na wpływ innych, a to za sprawą ulgi, która wywołuje w ludziach poczucie beztroski. W końcu jeśli jesteśmy szczęśliwi, to nie myślimy zbytnio o rozwiązywaniu jakichś problemów, rzeczach nieprzyjemnych, nie zastanawiamy się nad sytuacją na świecie itp. Trwamy w błogiej nieświadomości, choćby na ten moment delektowania się chwilą. Umysł przystosowuje się i nauczony doświadczeniem utrwala sobie schemat działania: szczęście = niemyślenie, nieszczęście = myślenie. Dlatego podczas szczęśliwych momentów, jesteśmy bardziej skłonni do uległości, niż kiedy spotka nas jakieś nieszczęście, gdyż mniej się zastanawiamy. Trzeba zaznaczyć, że element szczęścia tak istotnie wpływa na pozbawienie ofiary zdolności racjonalnego myślenia, że nie musi on zostać poprzedzony wzbudzaniem negatywnych emocji. Sam fakt radosnej informacji dezorientuje ofiarę, choć oczywiście ze słabszym efektem, niż zaserwowanie pierw wiadomości złej.

huśtawka emocjonalna - chaos
Chaos
Dodatkowym czynnikiem zwiększającym uległość ofiary jest zamieszanie, czyli wspomniany wcześniej chaos. Wiadomo, zamęt nie służy podejmowaniu słusznych decyzji, o czym informują nas znane powiedzenia jak: „pośpiech jest złym doradcą”. Natomiast chaos wydaje się być doskonałym sojusznikiem emocji. A z kolei emocje (cudze) są najlepszymi przyjaciółmi manipulanta. Zatem parafrazując znane powiedzenie, przyjaciel mojego przyjaciela, jest moim przyjacielem, wychodzi na to, że chaos w tej technice to czynnik jak najbardziej wspomagający. Targając ofiarę ze skrajności w skrajność czynimy ją bardziej podatną na manipulacje. Potwierdzają to badania naukowe prowadzone prof. Dolińskiego. Eksperyment polegał na tym, że obserwowano osoby przechodzące w niedozwolonym miejscu przez ulicę, po czym gwizdano policyjnym gwizdkiem. Zaskoczona osoba, już myślała, że została złapana „na gorącym uczynku”, jednak gdy obróciła się za siebie, dowiadywała się, że to nie policja tylko ankieter, proszący o odpowiedź na kilka pytań. Wyniki jednoznacznie potwierdziły skuteczność tej techniki. Po jej zastosowaniu ok. 60% osób zgodziło się wziąć udział w ankiecie, natomiast bez jej stosowania tylko 40%.

PRAKTYKA

  • Jeśli musisz komuś przekazać prócz dobrej informacji, również złą, zastosuj technikę huśtawki emocjonalnej, czyli pierw powiedz o złej wiadomości, po czym zredukuj ją tą dobrą informacją. Przykład:
    - Przykro mi, ale od następnego roku stracisz 360zł.
    - Ale dlaczego?
    - Bo papierosy mają podrożeć o 10%.
    - Cholera, to rzeczywiście fatalnie.
    - Ale nie martw się! Mój znajomy sprowadza papierosy z Ukrainy. Jak będziesz chciał to mogę ci sprzedać.
  • Korzystaj z tego, że ktoś jest w dobrym nastroju, czymś go pozytywnie zaskoczyłeś. To najlepsza okazja by zażądać podwyżki/awansu, możliwości poprawiania sprawdzianu/kolokwium, czy wykonania jakiejś pracy (np. umycie samochodu).
 

Niska piłka – techniki manipulacji cz. 3

16 grudnia

technika niskiej piłki
Nie narażaj się na dodatkowe koszta i poznaj technikę niskiej piłki. Nazwa tej sztuczki manipulacyjnej bierze się z prostej zależności. Jeśli ktoś w grze rzuci ci nisko piłkę, to mimo iż łatwo będzie ją złapać, to by ją odrzucić, po schyleniu będziesz musiał wstać. Mechanizm działania jest prosty, pomimo tego bardzo często dajemy się łapać na ten haczyk. Ofierze przedstawia się niezwykle atrakcyjną ofertę, by po zauważeniu zaangażowania z jej strony i akceptacji warunków w ostatnim momencie zmienić formę umowy na mniej korzystną. Metodę możemy spotkać w dwóch formach, które czasami łączą się ze sobą, by dać maksymalny efekt manipulacyjny.

Pierwsza z nich, to pułapka ukrytych kosztów. Tutaj doprowadza się osobę do podjęcia jakiegoś działania (np. kupno czegoś po atrakcyjnej cenie), by ujawnić ukryte koszta dopiero w momencie podjęcia tego działania (ujawnienie, że koszt jest ceną netto i trzeba doliczyć jeszcze podatek). Schemat techniki przedstawia się mniej / więcej tak:

zaoferowanie korzystnych warunków -> akceptacja ze strony ofiary -> ujawnienie dodatkowych kosztów -> ponowna akceptacja

pułapka ukrytych kosztów
Pułapkę ukrytych kosztów, często wykorzystują różnego rodzaju sprzedawcy, zarówno detaliczni, jak i masowi. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu, sieci hipermarketów w swoich gazetkach reklamowych umieszczały ceny netto produktów wytłuszczonym drukiem, a rzeczywisty koszt brutto pisały maleńkim druczkiem gdzieś obok. Prawdopodobnie, gdyby pozwalała na to ustawa w ogóle nie umieszczały by tam cen brutto. Klient „napalał” się na niskie ceny i jechał do wybranego hipermarketu by zrobić zakupy. Ku jego zaskoczeniu przy kasie musiał zapłacić więcej niż się spodziewał. Nawet jeśli już będąc na miejscu zorientował się, że realne ceny są większe o kilkanaście procent, nie rezygnował, gdyż już się zaangażował i przyjechał do sklepu. Gdyby jednak się wycofał, straciłby czas. Więc z jego punktu widzenia zaniechanie działania, mimo niekorzystnej oferty, oznacza straty. Trzeba sobie jednak zadać pytanie: czy narażanie się na dodatkowe straty, związane z przystaniem na niekorzystną ofertę są tego warte. Czy nie lepiej wycofać się teraz i stracić co najwyżej czas?

technika niskiej piłki
Na to pytanie powinni sobie odpowiedzieć ci, którzy biorą coś na kredyt z tzw. „ratami 0%”. Niby wszystko ok, nie musimy płacić za towar z góry, bo spłatę mamy podzieloną na części i w dodatku nie ma za to żadnych dodatkowych kosztów. Jednak czy na pewno? Otóż, nie do końca. Po dokładniejszej lekturze regulaminu, często napisanego niezrozumiałym, enigmatycznym językiem, możemy się dowiedzieć, iż:

  • albo koszt uzyskania kredytu wnosi dodatkową opłatę;
  • albo tylko pierwsze dwie czy trzy raty nie są oprocentowane, a cała reszta niestety tak;
  • albo obie powyższe możliwości występują jednocześnie w jakże „korzystnej” dla nas kombinacji.

 

technika niskiej piłki
Druga odmiana techniki niskiej piłki, równie nikczemna, nosi nazwę znikającej przynęty. Czymże jest ta znikająca przynęta? Niczym innym jak zwabieniem człowieka do pojęcia jakiegoś działania obietnicą zysku i wycofaniem jej, po podjęciu przez tę osobę działania. Najprościej zobrazować to sytuacją, kiedy ktoś zaprasza cię na wódkę. Po przybyciu na miejsce, dowiadujesz się od lekko zawianego gospodarza: „No niestety wódka się skończyła, ale wejdź proszę, bo zimno, a ty długo szedłeś, zaparzę ci herbaty”. Oczywiście jeśli nie jesteś nadgorliwym „koneserem” mocnych trunków pewnie wejdziesz do środka i zostaniesz, zamiast się zdenerwować i użyć argumentu siły ;-) . Sytuacja może zabawna (tu byłbym ostrożny), lecz dosyć dosadnie wyjaśnia na czym polega mechanizm tej techniki. Nasze kochane supermarkety znów dostarczają nam masę przykładów jak stosuje się tę technikę manipulacji. Pisałem o tym już kiedyś w temacie: ale pozwolę sobie przypomnieć. Mianowicie, szczególnie w okresie przedświątecznym, usilnie reklamuje się jakiś produkt, przeważnie specyficzną zabawkę. Sęk w tym, że ilość jest ograniczona do minimum i przyjeżdżając na miejsce do danego sklepu po ten super, w dodatku tani, produkt okazuje się, że „niestety już nie ma, ale za to jest inny”. Co wtedy robimy? Większość decyduje się na substytut zamiast wziąć nogi za pas.

Technika niskiej piłki jest bardzo skuteczna, gdyż za jej pomocą dają o sobie znać takie mechanizmy psychologiczne jak:

  • zaangażowanie – zainwestowaliśmy swój czas, podchodzimy entuzjastycznie do atrakcyjnej oferty, więc trudno nam się wycofać, ponieważ ponieśliśmy już pewne straty. Co gorsza emocje wzięły górę nad myśleniem, często za sprawą techniki scenariusza, która powoduje, że napalamy się na daną rzecz, gdyż kieruje nami iluzja jej posiadania.
  • konsekwencja – chcemy uchodzić za ludzi konsekwentnych, więc skoro już podjęliśmy decyzję o zakupie, to, mimo iż oferta nie jest już taka atrakcyjna, czemu by teraz się wycofywać. Iluzja wizerunku osoby konsekwentnej ma taką moc, że przysłania nam obraz niekonsekwentnego sprzedawcy, który rzuca słowa na wiatr – ale my tego nie dostrzegamy.
  • kontrast – ostateczna oferta, poprzedzona atrakcyjną, wydaje się nam być dużo mniej niekorzystna, niż gdybyśmy usłyszeli ją od razu, bez wstępnej „wazelinki”.

 

 

Krwiopijczy pryzmat – zasada kontrastu

15 grudnia

zasada kontrastu
Czy wiesz jak sprzedawcy zmieniają twoje postrzeganie byś wydał u nich jak najwięcej? Wyobraź sobie, że wchodzisz do zabałaganionego pokoju. Na półkach leży masa zakurzonych, byle jak poukładanych książek, obok regaliku kłębią się sterty brudnych ubrań, na biurku obok zaplamionego monitora, porozrzucano sterty notatek, a popielniczkę pełną niedopałków otacza wianuszek kubków po wypitej kawie. Teraz, pomyśl nad sytuacją odwrotną. Znajdujesz się w pomieszczeniu idealnie czystym, wszystko jest poukładane, książki posegregowane leżą w alfabetycznej harmonii na półce, na krystalicznej powierzchni monitora nie ma nawet plamki, blat biurka lśni, pokoik wręcz zachwyca pedantycznością. I tu pojawia się pytanie: jeśli w obu pomieszczeniach, na podłodze, znajdzie się dywan, z niewielką plamą na środku, w którym przypadku wyraźniej dostrzeżesz to niedociągnięcie? Odpowiem sobie sam, oczywiście w tym idealnie czystym pokoju – no chyba, że ktoś upaja się swoim bałaganem i pielęgnuje go z nieprzyzwoitą satysfakcją, rejestrując wszystkie nowe objawy artystycznego nieładu ;-) . Wynika to z zasady kontrastu, której obecność codziennie możemy nieświadomie odczuć na własnym portfelu.

Zasada kontrastu polega na tym, że postrzegamy rzeczy przez pryzmat innych, z którymi je porównujemy. W brudnym pokoju nie dostrzeżemy z taką łatwością brudu na dywanie, gdyż nasz umysł, bombardowany podobnymi tego typu sygnałami, stara się ją ignorować – „Wszak kolejna plama w mieszkaniu brudasa, wielkie mi halo!”. Z kolei w czystym pomieszczeniu, nie ma takich sygnałów, więc plama przykuwa większą uwagę, bo jest osobliwością, rzeczą niespotykaną w tym środowisku – „O plama! Niby taki czyścioch, a jednak…”. Na tej samej zasadzie sprzedawcy w przeróżnych punktach usługowych naciągają klientów na dodatkowe koszta.

manipulacja w kinie
Kiedyś poszedłem do kina na całonocne seanse, była to chyba noc polskiego filmu, także kilka dobrych godzin tam spędziłem. Mniej więcej w połowie, tej kinematograficznej przygody zrobiłem się głodny, a jako że skończył mi się prowiant (byłem bardziej skoncentrowany na jedzeniu niż na filmie, co świadczy niejako o wybitności polskiego kina ;-) ), poszedłem zakupić coś w bufecie. Zamówiłem sobie nachos, które kosztowały mnie 20zł. Cóż straszne zdzierstwo, ale o czym innym chciałem teraz napisać. Mianowicie, po złożeniu zamówienia, miły pan przy kasie starał się mnie naciągnąć na różnego rodzaju „wspaniałe” dodatki a’la podwójny sos. W pewnym momencie, mimo braku entuzjazmu z mojej strony powiedział: „A może colę do zestawu? To tylko 5zł”. Trochę się zdenerwowałem i szybko rzuciłem: „Może dla pana to tylko, ale dla mnie to aż 5zł za małą colę”. Mina kolesia bezcenna. Swoją drogą, gdybym nie wiedział, że to technika, którą owi sprzedawcy muszą stosować, pomyślałbym nad zmianą pracy – skoro dla gościa, sprzedającego popcorn w kinie „to tylko 5zł”, to musi świetnie zarabiać :-D . Wracając do sedna sprawy, mamy tu doskonałe zastosowanie zasady kontrastu i poniekąd stopy w drzwiach (z odwróconą hierarchią). Płacąc 20zł za produkt, dodatkowe 5zł zdaje się być dużo skromniejszym wydatkiem, na który lekką ręką można sobie pozwolić. Wszystko w porządku, do póki nie zadamy sobie pytania czy wydalibyśmy piątkę na mały kubek napoju, którego zawartość składa się w głównej mierze z kostek lodu.

manipulacja w wypożyczalni
Zrażony zarówno jakością polskiej kinematografii jak i samego kina, pojechałem niedawno do wypożyczalni DVD. Tym razem wybrałem sobie dwa filmy zagraniczne. Przy płaceniu, znów zaczepił mnie miły kasjer (ludzie w tym kraju ostatnio robią się coraz „milsi” ;-) ). Zaoferował jakieś dodatkowe opcje, rzekomo w promocji. Jak się później okazało zaoszczędziłbym całą złotówkę, płacąc 8zł więcej. No cóż, 8zł wydaje się być niczym, w porównaniu do 28, które musiałem zapłacić za wybrane przeze mnie wcześniej filmy. Oczywiście odmówiłem ale kasjer nie dawał za wygraną i zasypywał mnie wciąż różnego rodzaju „okazjami”. A to popcorn, a to piwo za jedyne 9 zł – super promocja. W końcu, nie mając już siły odparłem: „Ja wiem, że pan tak musi gadać, bo to pana praca, za to panu płacą, ale ja naprawdę dziękuję”. Niby nie udało mu się mnie tym razem namówić, ale pewnie sporo osób daje się nabrać na to piwo za „jedyne” 9zł (obok wypożyczalni mieści się sklep, gdzie takie samo kosztuje 3,5zł!), biorąc pod uwagę fakt, że jest to dość duża, popularna sieć wypożyczalni, z pewnością zatrudniająca speców od marketingu. Znów kolejny dobitny przykład stosowania manipulacji w życiu codziennym. Ale to nie jedyny sposób stosowania zasady kontrastu.

manipulacja w supermarkecie
Tę technikę manipulacji bardzo często stosuje się na co dzień, choćby w supermarketach. Towary są tak rozłożone, by klient idąc sklepową alejką pierw natknął się na te najdroższe towary, by później dopiero zauważyć przedmioty tańsze. Idea jest prosta, towary tańsze zdają się być w porównaniu z droższymi, dużo tańsze niż są w rzeczywistości. Klient ma wrażenie, że sklep oferuje produkty w korzystnej cenie, choć w rzeczywistości wcale nie musi tak być. W wyśmienitej książce Roberta Cialdiniego na temat wywierania wpływu społecznego, można przeczytać o sklepach odzieżowych, które najpierw serwują swoim klientom propozycje kupna najdroższych garniturów, by dopiero później zaoferować coś tańszego, np. koszulę czy sweter. Rzeczywiście, jeśli porównamy cenę garnitury, załóżmy za 5000zł, to wydatek rzędu 100zł za koszulę nie wydaje się być wielki. Dzięki takiemu podejściu sklepy odzieżowe sprzedają koszule warte 50zł za dwa razy większą cenę. Cialdini w swej książce przytacza też przykład sklepu, bodajże z pamiątkami, gdzie towary najdroższe wywieszano na zewnątrz czy tuż przy wejściu. Natomiast wewnątrz znajdowały się tańsze rzeczy, dzięki czemu potencjalny klient wchodząc do środka miał wrażenie niższych cen.

PRAKTYKA
Zasadę kontrastu można stosować:

  • W różnego rodzaju sklepach, pamiętając o regule – najdroższe na początku
  • Przy osłabianiu/wzmacnianiu przekazu: wzmocnienie – poprzez duże różnice; osłabienie – przez małe.
    • wzmocnienie: „dostałem dzisiaj dwóję z polskiego… i piątkę z matematyki”
    • osłabienie: „większość klasy nie zaliczyła sprawdzianu… w tym ja”
 
 
Katalog stron | seo katalog | Katalog Gwiazdor | Katalog nextforum.pl | Katalog stron - 4DEV | Katalog Stron | Katalog seo | Katalog SEO | Katalog Stron WWW | Katalog Stron Belon | Katalog stron | Katalog WWW | Katalog Stron | Katalog stron qlWeb | katalog stron | Top Strony | Katalog stron | Katalog F-MEDIA | Katalog stron www | fp6.pl | Katalog www | Katalog stron | Katalog Stron | Darmowy katalog stron | Darmowy katalog | Darmowy katalog stron | Darmowy katalog stron | Darmowy Katalog Stron | Katalog stron |